Po co Ci termos?

Mój pierwszy termos odziedziczony jeszcze po dziadku nie miał  łatwego życia. Przemierzał wraz ze mną warmińskie lasy i znosił trudy wszelakich rajdów pieszych i biwaków.

Konstrukcja już dziś raczej rzadko spotykana – wewnątrz szklane naczynie o dwóch ściankach, a na zewnątrz – blaszana, malowana obudowa, plus do tego dwa kubki chowane w zakrętce.Wtedy był przedmiotem zazdrości wielu moich szkolnych kolegów i obiektem westchnień zmarzniętych koleżanek. Dziś jednak pewnie kurzyłby się w piwnicy. Niestety pewnego zimowego dnia w ferworze walki o najlepsze miejsce do zjazdu z górki zapomniałem, że mam go w plecaku… w tym, na który z impetem wskoczyłem i zjechałem na sam dół. Wyścig wygrałem, ale szklane wnętrze nie miało szans. Z żalu postanowiłem wypić resztki herbaty. Przed rozcięciem ust, języka lub co gorsza czegoś głębiej uchroniło mnie czujne oko nauczycielki.

Wraz z pojawieniem się pierwszych sklepów „bezcłowych”, pojawiły się również stalowe termosy, metalowe i plastikowe kubki zwane termicznymi oraz sporo innego chińskiego sprzętu. Wiele z tego typu gadgetów trafiło w moje ręce, część drogą kupna, część zupełnie przypadkiem.

Od dłuższego czasu w większości stosuje się w pełni metalowe termosy, mają one nieco gorsze parametry izolacyjne niż termosy szklane, ale ze względu na ich wytrzymałość wypierają z rynku tradycyjne termosy szklane.

Termosów miałem kilka i o różnych pojemnościach. Różniły się od siebie nieznacznie budową, ale zasada utrzymywania ciepła była taka sama: korpus wykonany z dwóch stalowych ścianek (wewnętrznej i zewnętrznej), a w przestrzeni miedzy nimi próżnia. ( tzw. naczynie Dewara)
Wracając teraz pamięcią do tamtych lat trudno mi jest przypomnieć sobie emocje związane z posiadaniem tego typu przydasi, chyba stały mi się po prostu obojętne. Stosując coraz częściej i bardziej restrykcyjnie technikę light and fast (wtedy nazwa ta jeszcze była mi nie znana), wykreśliłem termos z listy niezbędnego sprzętu na wszelkiej maści wyprawy.
Często mimowolnie obserwuję ludzi i ich wyposażenie poszukując nowych i ciekawych rozwiązań. Przyglądałem się również termosom wyjmowanym często z plecaków moich kolegów i obcych podróżnych. Zastanawiałem się dłuższy czas nad sensem zabierania do plecaka bądź co bądź sporego i ciężkiego ekwipunku.

W trakcie organizowania zimowej wyprawy na Kazbek ,gruziński pieciotysięcznik, stwierdziłem, że termos ze względu na trudne zimowe warunki będzie jednak niezbędny. Rozeznałem się więc w temacie i wybrałem coś dla siebie. Padło na PRIMUS TRAILBREAK EX VACUUM BOTTLE o pojemności 1 litra.

Zalety:

  • sylikonowa osłona – chroni doskonale korpus przed uszkodzeniami, dzieki niej termos pewnie leży w dłoni, w rękawicy i  nie ucieka po stoku
  • dwa korki – klasyczny i przekręcany (ClickClose) – wybór miedzy wygodą i długością utrzymywania temperatury;
  • metalowy kubek z podwójną ścianką, utrzymuje temperaturę, nie parzy w dłoń i jest trwały.

Wady:

  • korek przekręcany – można zapomnieć zamknąć (mi zdarzyło się już kilka razy wylać w ten sposób herbatę… w plecaku) i znacznie krócej trzyma ciepło;
  • sylikonowa osłona powoduje, że termos nie zawsze chce gładko wejść miedzy inne przedmioty w plecaku (tak, to może wadzić ;)).

Termos przetestowałem w różnych często ekstremalnych warunkach, doceniłem go szczególnie w trakcie zimowych wypraw w góry. Sprawdza się rewelacyjnie. Nawet przy temperaturze poniżej -20°C utrzymuje temperaturę napoju powyżej 40°C kilkanaście godzin. Podczas zdobywania szczytu Elbrusa zimą gdzie temperatura sięgała -30°C koledzy posiadali termosy Esbit oraz inny model Primusa w których po kilku godzinach herbata robiła się lodowata a nawet powstawała swoista lodowa kasza. Trailbreak’er poradził sobie rewelacyjnie i pomimo dość częstego otwierania herbata w nim była ciepła do samego dna.

 

P.S. W trakcie wspomnianej wyprawy na Kazbek miałem „mrożącą herbatę w termosie” przygodę. Wspinając się w kopule szczytowej, wraz z kolegami trawersowaliśmy lodowy kuluar. Miejsce dość czujne, wymagające spokoju i pewnych kroków. We trójkę związani liną szliśmy w odpowiednich odstępach, aby lina była napięta. Kilkadziesiąt metrów nad nami Ukraiński przewodnik rozpoczął rozwieszać linę poręczową dla swoich klientów. W monecie, gdy był nade mną, wypadł mu z plecaka termos. Jego świst obok ucha pamiętać będę dłuuuugo.

A tu na spacerze z kubkiem marki Primus. Idealny na zimowe spacery. 🙂

One Reply to “Po co Ci termos?”

  1. O matko, też miałam kiedyś taki dziadkowy termosik! Szpanowałam nim na biwakach i wyprawach harcerskich, bo to był jeszcze taki wojskowy 😉 I herbatka miała specyficzny smak. Niezapomniany.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *