Legendy Ciechanowa [Szlakiem Książąt Mazowieckich]

Nocą w Ciechanowie usłyszeć można szczekanie i wycie, dochodzące jakby spod ziemi. To czarny brytan. Pies strzegący tajemniczych skarbów mazowieckich książąt w ciechanowskim zamku.

Na drugiej kondygnacji wieży Arsenał, na fragmencie tynku rysuje się jego kształt… pysk, łapy i ogon. Tam też można go spotkać. Jeśli nie zlękniesz się i odważysz pogłaskać po czarnej głowie, poprowadzi Cię do tajemnej komnaty. W komnacie ukryte są kosztowności i… przednie trunki.

Nocne szczekanie wybudza także czerwone ogniki, duchy szwedzkich żołnierzy, którzy w czasie potopu szwedzkiego zniszczyli i ograbili zamek, a podczas pijackiej zabawy podpalili go. Podczas próby ucieczki od ognia, okoliczni chłopi zabili wszystkich grabieżców kosami i widłami. Ciała szwedów zakopano niedaleko zamku.

Zamek w Ciechanowie. Nieco pod słońce, ale taki dzień, że musielibyśmy biegać wokół zamku.

Tak mówią legendy. Niestety nam nie udało się spotkać psa i na szczęście nie zobaczyliśmy czerwonych ogników. Może ze względu na tłum odwiedzających, a może ze względu na to, że byliśmy tam za dnia… No cóż, szkoda tego psiaka. Skarbem byśmy nie pogardzili, a tym bardziej trunkami, które przez wieki zdążyły już nabrać mocy.

Spacer zaczęliśmy od placu Tadeusza Kościuszki, na którym stoi pomnik Polskiej Organizacji Wojskowej. Pierwszy powstał już w 1932 r., jednak został zniszczony przez Niemców i dopiero w latach 90. postanowiono go zrekonstruować. Obok placu znajduje się Muzeum Szlachty Mazowieckiej. Niestety, było już zamknięte, więc będziemy musieli wrócić, żeby zajrzeć do środka.

Pomnik Polskiej Organizacji Wojskowej.
Pomnik Polskiej Organizacji Wojskowej.

Zmierzając do zamku, przespacerowaliśmy się starówką. To długa, prosta ulica, obstawiona ciasno kamienicami. Niestety, choć niektóre z nich mają potencjał i niegdyś musiały się pięknie prezentować, dziś niektóre są zaniedbane i krzyczą z nich rażące reklamy chińskiej tandety i całodobowych sklepików.

Stare miasto w Ciechanowie. Ul. Warszawska.

Po drodze przeszliśmy także przez główny plac w Ciechanowie. Mieści się przy nim obecny Ratusz powstały w 1844 r według projektu włoskiego architekta Henryka Marconiego oraz lodziarnia, w której pod koniec wycieczki kupiliśmy lody o czarnym kolorze i o smaku sera pleśniowego. 🙂 Na samym placu podczas prac archeologicznych odkryto fundamenty starej zabudowy miejskiej.

Ślady po historycznej zabudowie Ciechanowa.
Ratusz miejski.
Niekoniecznie jest to danie regionalne, ale czarnych lodów o smaku sezamu nie mogliśmy sobie odmówić. 😉

Mijając Ratusz dotarliśmy nad Łydynię. Rzekę, w której królowa Bona moczyła… łydki. Jak głosi legenda, zauroczona wijącą się rzeką i piękną pogodę, królowa postanowiła się w niej wykąpać. Znad brzegu okoliczni wieśniacy podglądali kąpiącą się, biorąc ją za służkę. Gdy królowa w blasku słońca, stanęła naga i mokra na brzegu, jeden z chłopów krzyknął: „Ale ma łydki! Łydy ma!” Królowa, nie znając polskiego i nie widząc podglądaczy pomyślała: „Ach, to „lidynia”! Rzeka do mnie przemówiła!” Stąd też i nazwa rzeki. 😉

Rzeka Łydynia
Rzeka Łydynia

Ciechanowski zamek to największy ze wszystkich wzniesionych przez książęta z Mazowsza. O jego potędze może świadczyć fakt, że nigdy nie został zdobyty przez wroga. Legenda głosi, że skarb został ukryty podczas władania Janusza Starszego, który rządził w czasach, gdy Księstwo Mazowieckie było krainą mlekiem i miodem płynącą.

Na zamku wciąż trwają prace rewitalizacyjne, a na dziedzińcu widać efekty zakończonych już badań archeologicznych. Z tego, co się dowiedzieliśmy, nie znaleziono ani skarbów ani komnaty, ale odkryto, że zamek powstał dużo wcześniej niż pierwotnie sądzili historycy. Okazało się także, że wcześniej stała tu wieża obronna oraz odnaleziono wały grodu, który znajdował się w miejscu zamku. Gród został wzniesiony przez potomka Konrada Mazowieckiego. Archeolodzy odnaleźli topór (z zachowanym drewnianym trzonem!), który służył przy budowie wokół grodu ostrokołu z drewnianych pali. Tak, topór widzieliśmy, można go oglądać na wystawie. Jesteśmy jednak gapy i okazało się, że żadne z nas zdjęcia toporowi nie zrobiło…

Nowoczesna część zamku.
Przeszklenie pokazujące prace wykopaliskowe.
Zejście z wieży.

Niestety na zamku nie ma zbyt wielu eksponatów – kilka rycin i kilka przedmiotów. Jednakże jest mocno rozbudowana wystawa multimedialna. Podczas zwiedzania wież zamkowych z przewodnikiem puszczane są filmy nagrane przez ciechanowskich aktorów, muzyka i przemowy osób sprzed wieków. Ciekawym elementem są też przeszklenia, dzięki którym widać, co odkryto podczas prac archeologicznych. Cena za bilet normalny  to 6 zł, za ulgowy – 4 zł, więc też nie jest to duży wydatek, a na pewno są to dobrze zainwestowane złotówki. 🙂

Co prawda nie obeszliśmy wszystkich zakamarków i historycznych miejsc Ciechanowa, ale na chwilę obecną nie możemy powiedzieć, że to miasto z klimatem, czy takie do którego koniecznie chce się wracać. Na pewno jednak warto tu wpaść, żeby zobaczyć zamek, odhaczając go z listy zabudowań Szlaku Książąt Mazowieckich. No i na czarne lody oczywiście.

Zamek w Ciechanowie zainspirował nas do zwiedzenia twierdz i budowli na tymże szklaku. I już w naszym planach mamy weekendowe wypady, podczas których będziemy poznawać tajemnice Mazowsza.

3 Replies to “Legendy Ciechanowa [Szlakiem Książąt Mazowieckich]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *